Powrót Aktualności

Premiera „Świętoszka” w reż. Tomasza Grochoczyńskiego, odbędzie się 24 października 2026 r.

źródło: Informacja prasowa
2026-10-23r.
Premiera „Świętoszka” w reż. Tomasza Grochoczyńskiego, odbędzie się 24 października 2026 r.

że 24 października 2026 r. o godz. 19.00

odbędzie się premiera komedii

 

Molier

Świętoszek

(Le Tartuffe ou l’Imposteur)


Tłumaczenie

Tadeusz Boy-Żeleński

 

Reżyseria

Tomasz Grochoczyński

 

Scenografia, kostiumy

Małgorzata Walusiak

 

Muzyka

Wolfgang Amadeus Mozart

 

Choreografia

Jan Łosakiewicz

 

Asystent reżysera

Dorota Cempura

 

OBSADA:

Pani Pernelle – matka Orgona                   Dorota Cempura

Orgon – mąż Elmiry                                        Marek Walczak

Elmira – żona Orgona                                    Magda Kuśnierz-Komarnicka

Damis – syn Orgona                                       Adam Gradowski 

Marianna – córka Orgona                            Paula Stępczyńska

Walery – zalotnik Marianny                        Aleksander Maciejczyk

Kleant – szwagier Orgona                            Szymon Cempura

Tartuffe – świętoszek                                   Łukasz Mąka                                                    

Doryna – pokojówka Marianny                 Magdalena Tomaszewska

Pan Zgoda – woźny                                        Piotr Bała

Oficer Gwardii                                                  Bogumił Karbowski

Flipota – służąca pani Pernelle                  Katarzyna Wieczorek

 

24 października 2026 - 1 (398) premiera sezonu 2026/2027


Premierze towarzyszy wystawa

Mirosław Łakomski PLAKAT TEATRALNY
(projekty autorskie do spektakli wystawionych w Teatrze Dramatycznym w Płocku – niepublikowane wcześniej)

 

Od reżysera

Praca nad „Świętoszkiem” na płockiej Scenie – w miejscu, gdzie znam niemal każdą deskę – daje ogromne poczucie bezpieczeństwa, głównie za sprawą Zespołu, który z niesamowitą energią rwał się do tej realizacji. Dzieło Moliera, choć osadzone w tradycji, kryje w sobie potężny ładunek psychologiczny, wymagający od nas głębokiego i wielowymiarowego podejścia.
            Inscenizując klasykę, zawsze szukam w niej połączenia z dzisiejszą wrażliwością. Wiersz Moliera w doskonałym przekładzie Tadeusza Boya-Żeleńskiego – językowo bliskim epoce autora – nie może być dla aktora ciężarem ani jedynie popisem dykcyjnym. To precyzyjne narzędzie psychologiczne. Zależało mi na odnalezieniu w nim naturalnego rytmu współczesnej rozmowy, tak aby pomagał w budowaniu emocji i prowadzeniu myśli.

W naszej inscenizacji szukamy równowagi między lekkością molierowskiej komedii a jej mroczniejszym, niezwykle aktualnym wymiarem. Molier nie uderza w wiarygodną duchowość, lecz w bigoterię i cynizm. Odchodzimy od prostych, czarno-białych klisz. Tartuffe to nie szwarccharakter, a Orgon to nie tylko naiwna ofiara. Największym zagrożeniem pozostaje tu bezwzględna hipokryzja, kłamstwo i manipulacja. „Świętoszek” staje się w ten sposób uniwersalnym studium nadużycia władzy i wykorzystywania cudzej naiwności.

Dzięki niezwykłej dyscyplinie warsztatowej i dojrzałości płockiego Zespołu udało nam się zbudować postaci pełne emocjonalnej prawdy. Mam nadzieję, że ten spektakl, zachowując komediowy wdzięk, dotknie również spraw dla nas dzisiaj najważniejszych.


Tomasz Grochoczyński

 

Prawda i plotki o Molierze
(fragmenty)

                Godne uwagi, iż dwaj najwięksi dramaturdzy świata, Szekspir i Molier, byli jednocześnie największymi praktykami teatru: nie tylko pisali sztuki, lecz także reżyserowali, a nierzadko grywali w nich na scenie. Osiągnęli w ten sposób mistrzostwo i swoistą swobodę twórczą, jakiej nie uzyskaliby nigdy pracując tylko przy biurku.  
                Ale nie tylko pod tym względem losy ich są podobne. Łączy ich także to, że w biografii Moliera jak i w życiorysie Szekspira, więcej jest znaków zapytania niż pewników. Jakby samo przeznaczenie chciało, by obaj żyli tylko w swych dziełach – rozmienieni na tłum wymyślonych przez siebie postaci...         W przypadku Moliera pierwszym znakiem zapytania jest już data urodzin. Wiadomo, że syn królewskiego tapicera Jan Baptysta Poquelin (tak brzmiało prawdziwe nazwisko przyszłego geniusza), został ochrzczony 15 stycznia 1622 roku w kościele św. Eustachego w Paryżu. Kiedy jednak przyszedł na świat – nie wiadomo. Plotkarze utrzymywali, iż miał urodzić się jeszcze przed ślubem swoich rodziców, tj. przed 27 kwietnia 1621 roku. My jednak nie wierzymy plotkarzom i wolimy zaufać historykom, którzy ustalili, że Molier urodził się albo w roku 1622, albo w 1621, nie wcześniej jednak niż w 1620. Jako miejsce urodzin wymienia się „dom pod małpami" przy ulicy św. Honoriusza. Fakt, iż przyszły Wielki Prześmiewca urodził się właśnie w gmachu ozdobionym rzeźbionym drzewem, po którego gałęziach skakały rzeźbione małpy przysporzył wiele uciechy przeciwnikom dramaturga (…).  Kolejne znaki zapytania wyrastają wokół edukacji młodego Poquelina. Jest faktem, że uczęszczał on do kolegium jezuickiego w Clermont, więc do jednej z najbardziej ekskluzywnych szkół Paryża, w której uczyli się nawet książęta krwi – między innymi ks. Conti, brat tego Wielkiego Kondeusza, który otarł się również o historię Polski jako kandydat do tronu Rzeczypospolitej. Jest też wielce prawdopodobne, że w ramach wykształcenia młody Poquelin nie tylko poznał łacińskich pisarzy ale i grywał w szkolnych przedstawieniach Plautusa i Terencjusza (…).           
                Musimy przypomnieć uznane przez Moliera zasady etyki Epikura. Nazywano je „poczwórnym lekarstwem" – miały bowiem wyleczyć człowieka z czterech lęków: przed niemożnością osiągnięcia szczęścia, przed cierpieniami, przed bogami i przed śmiercią. Trawionym tymi lękami filozof odpowiada:

1. do szczęścia wystarcza brak cierpienia;

2. cierpienie, jeśli długie – nie jest mocne; jeśli jest mocne – nie jest długie;

3. bogowie, jako doskonali nie zajmują się (pełnym niedoskonałości) życiem ludzi;

4. póki my jesteśmy – nie ma śmierci; gdy jest śmierć – nie ma już nas.

                Etyczne przesłanie większości dramatów Moliera będzie – w ogólnych zarysach zgodne z teoriami Epikura. Pozytywni bohaterowie komedii starają się po prostu żyć zgodnie z naturą i korzystać z radości życia, która – wedle greckiego filozofa – jest wrodzona ludziom. Aprobując „naturalne popędy" Molier rozgrzesza związki młodych z młodymi – nawet wbrew obyczajom, woli rodziców i Kościoła. Wyszydza natomiast nienaturalne (a częste wówczas) związki starców z młodymi kobietami, kpi z ascetów, ośmiesza świętoszków – z których i tak (jak to będzie w przypadku Tartuffe'a) wyłażą w końcu całkiem zgodne z naturą świntuchy (…).

                Kolejnym znakiem zapytania są studia młodego Poquelina. Biografowie obdarzają go wykształceniem prawniczym (dyplom miał zdobyć w 1661 r. w Orleanie i przez czas jakiś praktykować jako adwokat), czasami dorzucają mu kurs teologii na Sorbonie albo chociaż rok filozofii. Te – nie poparte dowodami ni dokumentami - hipotezy nie świadczą o formalnym wykształceniu – świadczą jednakże o tym, że Molier był uważany za człowieka wykształconego, co nie było w owych czasach takie częste. Czy było to wykształcenie uniwersyteckie, czy mądrość nabyta w towarzystwie przyjaciół stanowiących elitę kraju, mądrość zdobyta wskutek przebywania wśród zawieruchy idei i poglądów uskrzydlanych najlepszymi winami Francji – to kolejny znak zapytania molierowskiej biografii.

                W historii Moliera, jak to przeważnie u Francuzów, sprawdza się francuskie przysłowie „cherchez la femme". Tajemnicą jego życia, motorem ambicji, nauczycielką wprowadzającą w arkana sztuki teatralnej (i nie tylko), była „prześliczna rudowłosa", starsza o kilka lat Magdalena Bejart. Gdy ją poznał, miała lat 25, była zdolną aktorką i matką jednej nieślubnej córeczki. Drugą, która będzie uchodzić za jej siostrę, powije w czasie znajomości z Molierem, co da powód wracającym stale plotkom jakoby autor „Świętoszka" ożenił się z własną córką. Jest to mało prawdopodobne, aczkolwiek zachował się przekaz, iż Magdalena strasznie histeryzowała (grożąc nawet popełnieniem samobójstwa), gdy Molier postanowił ożenić się z Armandą. Potem jednakże wszystko powróciło do normy, miejsce dawnej miłości zastąpiła serdeczna przyjaźń – potrzebna zwłaszcza pisarzowi. Jakby życie tych dwojga związane było tajemniczymi węzłami – Molier tylko o rok przeżyje Magdalenę: umrze dokładnie w pierwszą rocznicę jej śmierci.

                Nie uprzedzajmy jednak faktów. Na razie mamy jeszcze rok 1642. Molier porzuca zawód adwokata lub (jak chcą inni historycy) intratne stanowisko tapicera i razem z piękną rudowłosą zakłada Teatr Wspaniały. (Dosłownie! ,,Theatre Illustre"!). Przedsiębiorstwo to wsławi się rzeczywiście najwspanialszą klapą w dziejach Francji. Czyż jednak mogło być inaczej skoro głównym amantem był brzydki i jąkający się brat Magdaleny, Józef Bejart, skoro role tragiczne odtwarzał – jąkający się jeszcze lepiej – Molier, a do ról młodzieniaszków kandydował najmłodszy z Bejartów, Ludwik. Ten, jeśli wierzyć prześmiewcom nie jąkał się, lecz w to miejsce... był zezowaty i kulawy... Aktorką z prawdziwego zdarzenia była wśród nich tylko Magdalena. I ona to, po kolejnej klapie, popłaciwszy częściowo długi zdecydowała o wyjeździe na prowincję. Dwanaście lat włóczęgi po całej niemal Francji (a być może także i po Włoszech), okaże się najlepszą szkołą teatru dla przyszłego autora. Kiedy w roku 1658 trupa Moliera wróci do Paryża, będzie już poprzedzać ją sława najlepszej z prowincjonalnych trup komediowych. Niewiele jednak brakowało by ów come back się nie udał. Na historyczny występ 24 października 1658 roku, na występ, który miał obejrzeć sam król Ludwik XIV -Molier wybrał tragedię Cornelle'a „Nikomed". Co gorsza uparł się zagrać główną i wielce tragiczną rolę. Pokaz skończył się totalną klapą. Na szczęście dobry duch (nie wykluczone, że była to Magdalena) podszepnął aby – dla ratowania sytuacji – zagrać jeszcze „Zakochanego doktora" – farsę pióra samego Moliera. Jak za dotknięciem różdżki klęska zamieniła się w sukces. Molier zyskał łaski królewskie, co oznaczało udzielenie mu przylegającej do Luwru sali Petit-Bourbon, po jej zburzeniu zaś siedziby w Palais-Royal. Między Molierem a królem nawiązała się, jeśli nie przyjaźń, to w każdym razie sympatia, która nie raz ochroni naszego dramaturga. I za życia, zwłaszcza w okresie walk o „Świętoszka" i nawet po śmierci.       Życie w teatrze i teatrem to jedno ze źródeł wielkości francuskiego dramatopisarza. W czasie szesnastu w sumie lat terminowania Molier poznał większość słynnych sztuk, przyswoił sobie wszystkie teatralne chwyty. Kiedy powrócił do Paryża potrafił już równie sprawnie wyreżyserować antyczną komedię jak urządzić w ogrodach Wersalu widowisko wzbogacone występami baletu, olśniewające pokazem sztucznych ogni i kolorowym światłem fontann, zaskakujące wprowadzeniem do akcji żywych zwierząt. Potrafił zorganizować na wzór włoski komedię dell'arte i zaimprowizować wierszowaną orację na cześć króla i innych przybyłych nagle gości. Oprócz dramatu pisanego wierszem wprowadził – na wzór farsy – sztuki pisane prozą, z których najlepszą jest „Don Juan”. Obyczajem aktorów farsowych grywał w maskach – ale także, jako jeden z pierwszych zrzucał je w poważniejszych utworach (…). 
                Konkurencja zarzucała Molierowi popełnianie plagiatów, twierdzono, że „gdyby rozebrać Moliera z tego co ukradł, to stanąłby na scenie z nagą dupą". Cóż, opieranie się na dziełach poprzedników było wtedy jedną z reguł gry; gdyby odebrać Szekspirowi to, co zabrał innym – stanąłby przed publicznością w takim samym stroju jak Molier. W pełni oryginalne, pozbawione korzeni, są tylko dzieła głupców (…).

Okres rozpoczęty „Świętoszkiem" to ostatni okres życia Moliera i zarazem czas pisania arcydzieł. W ciągu niecałych 8 lat, między 43 a 51 rokiem życia powstaną między innymi: ,,Don Juan" (1665), ,,Miłość lekarzem" (1665) ,,Mizantrop" (1666), ,,Lekarz mimo woli" (1666), ,,Grzegorz Dandin" (1668), ,,Skąpiec" (1668), ,,Mieszczanin szlachcicem" (1670), ,,Uczone białogłowy" (1673) ,i „Chory z urojenia" (1673). Wedle legendy pielęgnowanej w teatralnym światku Molier miał umrzeć na scenie grając rolę Argana w ostatniej z tych sztuk. Oczywiście jest to legenda, lecz rzeczywistość była nie mniej dramatyczna. 17 lutego 1673 roku Molier – pomimo próśb przyjaciół zaniepokojonych jego zdrowiem – rzeczywiście zagrał „Chorego z urojenia". W czasie spektaklu – złapały go boleści – dostrzeżone zresztą przez publiczność. Jak dobry aktor wpasował je jednak w rolę, pokrył wszystko śmiechem i dograł sztukę do końca. Do domu przeniesiono go dygoczącego w gorączce. Wezwano księży. Pierwsi dwaj odmówili. Historia dzięki temu ocaliła ich nazwiska: Lenfant i Lechat. Trzeci, proboszcz nazwiskiem Paysant przybył – lecz już za późno. Molier umarł niepojednany z Bogiem. Być może zatem zamiast do chrześcijańskiego nieba trafił w epikurejskie zaświaty i próbował epikurejskim bogom zagrać którąś ze swoich ról. Być może także (wszystko co mówimy o zaświatach musi pozostać hipotezą), przekonał się, iż bogowie naprawdę nie interesują się sprawami ludzi...

Ziemski dramat Moliera też nie skończył się w chwili jego śmierci: przez kilka dni władze kościelne odmawiały zgody na pochowanie największego dramaturga Francji w poświęconej ziemi. Z punktu widzenia Kościoła nie wolno było ani udzielać sakramentów, ani miejsca poświęconego na cmentarzu „osobom, które publicznie zostały ogłoszone niegodnymi tego, a mianowicie: ekskomunikowym, pozbawionym praw i jawnie zhańbionym, takim jak kurwy, konkubinaci, aktorzy lichwiarze i czarownicy". Wyjątek czyniono dla tych, którzy (dotyczyło to aktorów i kurew, rzadziej czarowników), choćby na łożu śmierci lecz wyrzekli się swego zawodu. Molier tego uczynić nie zdążył. Czy by uczynił? – Nie wiadomo.

Dopiero pod naciskiem samego Ludwika XIV władze kościelne ustąpiły. Moliera pochowano w nocy 21 lutego na cmentarzu św. Józefa. Istnieje jednak przekaz – a idzie za nim najlepszy z biografów Moliera, Mongrѐdien – mówiący, że w jakiś czas potem księża wycofali się ze swego ustępstwa wobec króla i przenieśli ciało Moliera z ziemi poświęconej do ziemi niepoświęconej – między dzieci martwo urodzone i noworodków umarłych bez chrztu.

                                                                                                              Bohdan Urbankowski

(Kierownik Literacki w Teatrze Dramatycznym w Płocku w latach 1981-2011

Drukuj
    • Numer alarmowy- 112
    • Pogotowie ratunkowe- 999
    • Policja- 998
    • Straż Miejska- 986
    • Pogotowie Ciepłownicze- 993
    • Pogotowie Energetyczne- 991
    • Pogotowie Gazowe- 992
    • Pogotowie Wodno-Kanalizacyjne- 994
    • Pogotowie drogowe- 954, 24 268-02-22
    • Pogotowie elektryczne- 24 264-03-08
    • Pogotowie hydrauliczne- 24 264-55-94
    • Pogotowie opiekuńcze- 24 262-36-85
    • Pogotowie weterynaryjne- 24 262-40-72,   262-39-92
    • Rejonowe Płockie WOPR- 24 262-92-28
  • Kurs średni z dnia 2026-10-24

    • USD
      4,3341
      +0,23
    • USD
      4,3341
      +0,23
    • USD
      4,3341
      +0,23
    • EUR
      4,7073
      -0,24
    • EUR
      4,7073
      -0,24
    • EUR
      4,7073
      -0,24
    • CHF
      4,7014
      -0,22
    • CHF
      4,7014
      -0,22
    • CHF
      4,7014
      -0,22
    • GBP
      5,3443
      -0,38
    • GBP
      5,3443
      -0,38
    • GBP
      5,3443
      -0,38

    * portal plocman nie ponosi odpowiedzialności za aktualność umieszczonych danych umieszczonych danych




Nove  Kino  Przedwiośnie  zaprasza

  • repertuar
  • aktualności
rezerwacja

Kalendarz imprez

Pon Wt Śr Czw Pi Sob Nie